Świadectwa uczestników Kursu Fundament
Zapraszamy do zapoznania się ze świadectwami uczestników Kursu Fundament. To właśnie tutaj znajdziesz autentyczne historie ludzi, którzy doświadczyli przemiany swojego życia dzięki mocy Ducha Świętego. Każde z tych świadectw to osobista podróż ku głębszej wierze, odkrywaniu miłości Jezusa i odważnemu życiu Ewangelią.
Zasadzeni w domu Pana zakwitną na dziedzińcach naszego Boga. Zaowocują jeszcze w starości, żywotni i kwitnący, aby świadczyć, że Pan jest prawy: On jest moją skałą – i nie ma w Nim nieprawości
Ps 92, 14-16
Świadectwo absolwentki Kursu Fundament (22 marca 2026)
„Szczęść Boże,
[…] Owoce tego Kursu są Wielkie. Mam przekonanie, że są to milowe kroki w mojej wierze, rozumieniu jak potężne jest Słowo Boga i w odczuwaniu w Nim Jego obecności.
Kurs nałożył się u mnie również z Fundamentem u Jezuitów w Częstochowie. Przez pięć dni doświadczałam tam żywego Boga, naturalnie więc weszłam w treści Kursu Fundament. Trwałam więc dalej w modlitwie i w obecności Boga.
Bardzo ważne były dla mnie konferencje, dały mi odpowiedź na wiele pytań, zwłaszcza zrozumienie czym jest, dla nas Chrześcijan, Krzyż Chrystusa. W medytacjach nad Słowem zbliżam się teraz do Tronu Łaski, bez lęku, śmiało, z dziecięcą ufnością. I Bóg daje mi przeobficie, daje mi się poznać jako Kochający Tata, Najlepszy i bardzo radosny, tryskający energią, szczęściem i humorem. Doświadczyłam Jego Radości z tego, że jestem Jego dzieckiem.
Zachęcona, zaczęłam ponownie modlić się językami. Czytam Biblię codziennie, stała się moją najlepszą lekturą. W znanych mi treściach Starego Testamentu widzę i czuję Moc naszego Potężnego Boga. Boga Abrahama, Izaaka, Jakuba – Mojego Boga.
Dziękuję za wspaniały Kurs,
Marzena”
Świadectwo absolwentki Kursu Fundament (17 marca 2026)
„Chciałabym złożyć świadectwo cudu, jaki otrzymałam podczas uwielbienia na zakończenie kursu Fundament. Nazywam się Agnieszka, mam 29 lat. Od kilku lat starałam się zajść w ciążę, jednak bezskutecznie. Na początku kursu poprosiłam Boga między innymi o łaskę w postaci potomstwa. Podczas kursu nauczyłam się, że prawdziwa i głęboka wiara jest jedyną słuszną drogą. Ta wiara w otrzymane Słowo zaowocowała czymś niesamowitym. W ostatnim spotkaniu kursu Fundament, który odbył się 18.02.2026 r. uczestniczyłam online. Po uwielbieniu jedna z osób prorokujących przekazała, że widzi kobietę starającą się od dłuższego czasu o dziecko i że w tym momencie Pan umieszcza w macicy malutki zarodek. Przyjęłam ze łzami te słowa, że dotyczą mojej osoby. I nie myliłam się 🙂 Pan Bóg obdarzył mnie prawdziwym cudem. 02.03.2026 r. wykonałam test ciążowy, który pokazał dwie kreski, a wizyta ginekologiczna z 13.03.2026 r. potwierdziła rozwijający się zarodek z bijącym serduszkiem w 6 tygodniu ciąży.
Chwała Panu!
Dodatkowo załączam zdjęcie z USG 🙂
Agnieszka”
Świadectwo absolwentki Kursu Fundament (10 marca 2026)
„Kurs ten jest odpowiedzią Boga na moje modlitwy. Prosiłam, by pokazał mi swój plan na mnie, gdzie mam iść, co robić. Jak On widzi moje życie, by nim pokierował zgodnie ze swoim planem, który jest najlepszy. Już na pierwszym wielbieniu były dwa słowa poznania dla mnie, o zachodach słońca nad wodą i o śnieżnej górze, która potem była Jezusem w białej szacie. To było poruszające i odebrałam to jako potwierdzenie, że miałam być na tym kursie.
Nawróciłam się 7 lat temu. Ale od jakiegoś czasu zaczęłam się oddalać od Boga. Próbowałam czytać Słowo, ale czytania z dnia wydawały się jałowe, jakoś bez sensu. Jednak, jak już wiem, On zawsze był i wzbudził moją tęsknotę za Nim. Nasilał ją i odpowiedział kursem. Oglądając świadectwo na kanale “Prowadzi mnie Jezus” usłyszałam o kursie, bez zastanowienia zapisałam się. Jak widać, Bóg miał dobry pomysł.
Zgodziłam się być asystentką, gdyż już od początku nawrócenia […] czułam, że Bóg chce, bym była we wspólnocie. Mi to nie pasowało, nie rozumiałam i sądziłam, że nie potrzebuję tego. Z czasem zaczęłam szukać, ale coś ciągle nie wychodziło.
Tutaj, w roli asystentki od razu Bóg dał mi tyle radości i ciepła, że poczułam potrzebę zjednoczenia we wspólnocie. Jedna z uczestniczek kursu jest liderem i zaprosiła mnie na spotkanie. Co ciekawe, kurs skończyliśmy w środę wylaniem Ducha Świętego, a w sobotę było spotkanie odnośnie rozeznawania charyzmatów. Odkryłam swój charyzmat zachęty, nazwany wtedy i potwierdzony przez inne osoby z naszej grupki Fundamentu. Tak Bóg to pięknie poukładał. Pomodlono się na tym spotkaniu wstawienniczo nade mną i prorokowano. Jezus powiedział mi, że jestem klejnotem w Jego koronie i zajaśnieję. Wierzę Mu, że ma dla mnie plan. Jestem pewna Jego miłości […].
Z konferencji na konferencję zmieniało się moje myślenie, a rozważania rozpalały serce. Pod koniec kursu miałam wrażenie, że Bóg pisze do mnie listy tymi rozważaniami. Były takie […] jakby pisane bezpośrednio właśnie do mnie […]. Bardzo mnie to poruszało. Nie umiem tego opisać, ale całe moje serce drżało i płakałam.
Izajasza 60,19
19Nie będzie ci już potrzebne słońce, by oświecać dzień,ani nie przyda ci się blask
księżyca,bo Pan będzie twoją wieczną światłością,twój Bóg będzie twą wspaniałością! 20Twoje słońce już nigdy nie zajdzie i nie zniknie twój księżyc,bo Pan będzie twoją wieczną światłością i skończą się dni twojej żałoby! 21W twoim ludzie wszyscy będą sprawiedliwi i na zawsze posiądą ziemię.Będą latoroślą przeze Mnie zasadzoną,dziełem moich rąk, przez które siebie wsławię. 22Najmniejszy rozmnoży się tysiąckrotnie,a słaby stanie się potężnym narodem! Ja, Pan, w swoim czasie szybko tego dokonam.
[…]
Kolejne działanie Boga to nasze z mężem wstępne rozeznanie tematu rodziny zastępczej. Miałam już myśli o adopcji, ciche i skromne, ale wiedząc jak poważna to decyzja obawiałam się i poprosiłam Boga o znak, niepodważalny znak od Niego, że to nie moje, po ludzku, decyzje spowodowane stratą (dwa poronienia) i potrzebą spełnienia się w roli mamy. Dwa dni później moja siostra wysłała mi wiadomość z zapytaniem, czy nie myślałam o byciu mamą adopcyjną. Myślała o tym od dłuższego czasu, ale nie wiedziała jak poruszyć ten temat. Napisała to w odpowiedzi na podesłane jej świadectwo Jacka. Ja je słuchałam wracając z wylania Ducha Świętego. Moje serce aż pękało z bólu i płakałam jak szalona. Wtedy mocno wróciła ta myśl o powiększeniu rodziny.
Wiele takich doświadczeń mam z Bogiem. Jestem pewna, że to On. Rozbudził mnie na swoje Słowo. Czytam dzieje apostolskie, jak radził Jacek. Bóg wlewa pragnienie wielbienia codziennie, podczas jazdy autem, pracy, prasowania itp. Zdumiewające jak pod koniec kursu miałam wiele rozmów o Bogu, z osobami spoza kościoła, jak i w kościele.[…] Poruszane były trudne i poważne tematy, ale też dzieliłam się moimi odkryciami z kursu, o miłości i potędze Boga. Teraz już wiem, że Bóg jest blisko. Zawsze, gdziekolwiek pójdę i będę On jest przy mnie. Nie oznacza to, że problemy zniknęły, ale z Bogiem są łatwiejsze do pokonania, a część rozwiązuje Bóg ” od ręki”.
2 Kor 4, 13-17
13 Cieszę się przeto owym duchem wiary, według którego napisano: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem; my także wierzymy i dlatego mówimy, 14 przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. 15 Wszystko to bowiem dla was, ażeby w pełni obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu. 16 Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. 17 Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku 18 dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.
Daru języków chyba jeszcze nie mam. Świadectwo uczestniczki na naszej grupie mocno wzbudziło we mnie też chęć modlitwy językami.[…] Ufam, że Duch Święty obdarzy mnie tym darem i wieloma innymi, bo dał je nam, byśmy oddawali Mu chwałę.
Dziękuję bardzo za ten kurs, za Wasz czas i poświęcenie. Wierzę, że Bóg przez Was dociera do nas. Powołuje swoich nowych „mężów Bożych”. Rozsyłam polecajki na kurs i świadectwo Jacka.
Magdalena”
Świadectwo absolwentki Kursu Fundament (03 marca 2026)
„Od kursu cały czas towarzyszy mi fragment : „….tak Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.” – Iz 55,11.
Kilka dni po zakończeniu Kursu Fundament dowiedziałam się, że moja koleżanka jest chora i nie będzie mogła uczestniczyć w spotkaniu formacyjnym naszej Wspólnoty. Był to piątek wieczorem, a spotkanie miało się odbyć następnego dnia. Miała gorączkę, kaszel i była bardzo słaba. Od razu poczułam, że chcę się za Nią pomodlić słowami z 1 Listu św. Piotra 2, 21-23 „…..Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości – Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni.” i szybko napisałam do Niej wiadomość. Odpisała mi, że nie ma siły i ma zbyt małą wiarę. Pomodliłam się zatem o przymnożenie naszej wiary i powtórzyłam, że Jezus już ją uzdrowił. Następnego dnia […] zapytałam, czy mogę po Nią podjechać, by wziąć ją na nasze spotkanie, cały czas wierząc, że już jest zdrowa. […] czuła się już na tyle dobrze, że rano była na Mszy Świętej. Ja w tym momencie byłam już pewna, że przyjdzie na spotkanie. Czekałam na Jej krok wiary. […]I przyszła na spotkanie. Została uzdrowiona dzięki mocy Słowa Bożego. Chwała Panu!!!. Na spotkaniu dała również świadectwo swojego uzdrowienia.
Minęły dwa tygodnie od zakończenia kursu Fundament i po raz kolejny poproszono mnie o modlitwę o uzdrowienie. Prośbę swoją skierowała do mnie moja dobra znajoma – siostra zakonna, ponieważ od kilku dni miała poważne problemy żołądkowe[…] Była bardzo słaba i cały czas leżała w łóżku. […] od razu obiecałam modlitwę w Jej intencji, ale przyszło przynaglenie, aby Jej przekazać Słowa z Pisma Świętego – 1 List św. Piotra 2, 21-23 „…..Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości – Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni.” Szybko napisałam do Niej wiadomość, cytując powyższy fragment. Podczas dalszej modlitwy zanurzyłam Ją w przenajświętszej Krwi Chrystusa i ogłosiłam uzdrowienie, będąc głęboko przekonana, że został uzdrowiona. Na koniec modlitwy dodałam, że dzięki naszej wierze możemy na własne oczy zobaczyć Jej uzdrowienie. W nocy otrzymałam odpowiedź zwrotną: “Obudziłam się przed chwilą i jest o wiele lepiej. Bogu chwała”.
Kolejnego dnia już jej nic nie było. Dodała tylko, że moja modlitwa o Jej uzdrowienie była streszczeniem rekolekcji, które niedawno odbyła. A teraz ich doświadczyła namacalnie. Słowo Boże wykonało się po raz kolejny.
Myślę, że mogę śmiało podsumować, że kurs przynosi obfite owoce i czekam na więcej.
Ania”
Świadectwo absolwentki Kursu Fundament (03 marca 2026)
„Bardzo chciałam podziękować za ten kurs. Myślę, że słowa nie są w stanie oddać tego, czego Bóg dokonał, ale spróbuję.
Mówiąc najogólniej przez cały ten czas, przez Słowo, konferencje, świadectwa, modlitwy byłam bardzo głęboko dotykana, zanurzana i „rozpuszczana” w miłości Boga, tak mocno, że dosłownie nieustannie wylewałam łzy w czasie słuchania i odtwarzania. Nie były to łzy oczyszczenia, tylko owoc tak dziwnego szczęścia – tak pięknego dotyku Jahwe, Rafa…Nie, nie da się tego opisać…
„Umiłowałem cię odwieczną miłością…” to słowa, które wybrzmiewały w każdej konferencji dla mnie i w czasie tego kursu.
1. Bóg uzdrawiał moją historię – bliższą i dalszą przeszłość oraz odległe – przez zamrożenie i zapomnienie – dzieciństwo.
2. Bóg uzdrawiał moje rany.
3. Bóg uwalniał – z lęku, złych myśli, od dręczącego kłamstwami demona.
4. Bóg dał mi tysiące rozwiązań na moje pytania, problemy, a streszczę to w jednym słowie – Jego Słowie…
5. Zapragnęłam uwielbiać Boga, o Nim opowiadać, być w takiej wspólnocie…
Duch Święty przypominał mi różne wydarzenia z życia, o których już nie pamiętałam, różne osoby, różne przestrzenie z przeszłości, aby dotknąć, by uzdrowić.
Bóg się nade mną pochylił z ogromną czułością – nad małą, samotną dziewczynką, bardzo zagubioną – przez to, co przeszłam – i w życiu i w kościele.
Na początku kursu byłam bardzo sceptyczna i oporna wobec głoszącego, myślałam, że to kolejna osoba w kościele, która na sloganach będzie coś budować, mówić i głosić. Moje urazy przeszkadzały mi w słuchaniu, myślałam, że to jeszcze jedna osoba, która kłamie. W znaczeniu, że jedno mówi, drugie pewnie robi… Ale już po pierwszej konferencji ujrzałam, że nie jest tak, jak myślę. Bardzo potrzebowałam takiego prostego, inżynieryjnego wyjaśnienia i przekazu fundamentu wiary.
Fundament przyszedł do mnie „tak przypadkowo” w Duchu 🙂 w momencie, kiedy czułam się na peryferiach Kościoła, w momencie mojego zmęczenia (ciężką pracą i zamartwianiem się, co dalej), w szukaniu swojego miejsca pracy i zamieszkania. Usłyszałam przez przypadek (?) na FB świadectwo Jacka i zapragnęłam się zapisać na ten kurs… pomyślałam, że jeśli Bóg tyle w nim uczynił, to ja też tak chcę…
Moje życie nie miało fundamentu bezpieczeństwa, ale kurs uświadomił mi, że jest ono wielką łaską i moje szukanie Boga jest łaską. Ja nawet doszłam do tego stwierdzenia, że w naszych zranieniach Bóg czyni wyłom i właśnie w tych zranieniach przychodzi ze swoim antidotum. U mnie przychodzi jako Ojciec…W zranieniach mojego ciała, duszy i serca przychodzi ze swoim dotykiem – innym… uzdrawiającym i czułym.
To, co przeszłam powinno sprawić, że nigdy nie powinnam trafić ani do Kościoła ani do Słowa i miłości Boga. A jednak jest inaczej. Bo jest Łaska, Jego Łaska…
1. Bóg uzdrawiał moje odległe dzieciństwo, przypominał mi takie momenty, o których myślałam, że są nieznaczące. Dziękuję Jacku za Twoje świadectwo… tak bardzo to rozumiałam…płakałam oczywiście na całej konferencji o miłości Boga, ponieważ czułam, że Bóg mówi do mnie i zanurza mnie jak w wodzie, w fali swojej wielkiej nieskończonej miłości…jak Cristall która przeszła śmierć kliniczną…W dzieciństwie zostałam zraniona seksualnie przez mojego ojca, bałam się go i to przeniosłam na Boga. Mieszkaliśmy z moją babcią i dziadkiem. Pamiętam, jak zaczęłam się bać ciemności w sposób niewyobrażalny aż do dorosłości włącznie. I ten moment, kiedy mama pewnego dnia zostawiła mnie samą w tym domu, a ja stałam w oknie i krzyczałam, żeby mnie nie zostawiała samą.. Byłam samotną dziewczynką, włóczyłam się po lasach i kiedy rodzice się wyprowadzili zostałam z babcią, w ciągłej ucieczce przed ojcem. Włóczyłam się w poszukiwaniu….Boga…Wołałam do Niego…Ktoś zapyta jak…?? To wielka tajemnica Jego łaski…..i to Bóg pokazał mi na Fundamencie samotną dziewczynkę, ciągle w ucieczce i włóczędze…Te momenty z dzieciństwa, ale jak ze mną jest Jezus i Jego Słowo wchodzi w te momenty, by je uzdrowić…Dokonywało się to w czasie modlitwy wstawienniczej, na konferencji o Miłości, o Łasce, na Wylaniu Ducha Świętego…Czułam się zalewana niezwykłą mocą miłości, ciągle płakałam…Ja naprawdę też oskarżałam Boga O ZŁO, KTÓREGO DOŚWIADCZYŁAM. Buntowałam się, kłóciłam…Na Fundamencie naprawdę w sposób fundamentalny Bóg mnie oświecił i umocnił, że On jest dobry i nie chce zła, bo Jego „plany są pełne pomyślności”…dla mojego życia…Znów płakałam, bo przyjęłam to głęboko sercem…Nawet zaczęłam się dzielić tym z moim chrześniakiem, dla którego stałam się mamą zastępczą…Zaczęłam mu opowiadać doświadczenie z Fundamentu….Tak mnie to dotknęło, ponieważ kiedyś uciekłam przed Bogiem myśląc, że jest taki sam jak mój ziemski ojciec.
Bóg uzdrawiał moją niedaleką przeszłość. Jestem ofiarą wykorzystania seksualnego przez kapłana, spowiednika…Półtora roku temu przez ojców… sprawa została oficjalnie zgłoszona…Moje ostatnie 10 lat są bardzo trudne. Kiedy przyszedł Fundament cierpiałam na zespół stresu pourazowego do tego stopnia, że już nawet w Eucharystii nie mogłam uczestniczyć. Wszystko mi się przypominało, więc wolałam już nie chodzić…a jednocześnie potrzebowałam Kościoła w moim zranieniu, potrzebowałam ludzi, .ale moja nieufność sprawiała, że byłam, jak w całym życiu, ciągle zamknięta w więzieniu wykorzystania i bólu zranienia… Jakże mnie uderzyło świadectwo Cristall.. poszłam do spowiedzi (kosztowało mnie to bardzo dużo, w ciągu tych dwóch ostatnich lat straciłam wiarę w ten sakrament…) i opowiedziałam o tym stresie pourazowym, jak bardzo przeszkadza mi w przeżywaniu Eucharystii… i zostałam uwolniona od tych bombardujących mnie obrazów.
Kiedy w dzieciństwie szukałam Boga zakochałam się w Jego Słowie…do tego stopnia, że skończyłam studia teologiczne…miałam doświadczenie smakowania i czytania Słowa…ale było to dla mnie do dziś odległe….
Doświadczenie wykorzystywania przez księdza sprawiło, że od dwóch lat nie mogłam nawet wziąć Biblii do ręki… Co brałam, to odkładałam…Przeszkadzała mi moja nienawiść, gniew, smutek, żal….Kurs Fundament na nowo sprawił, że nie mogłam się doczekać, by siąść , czytać i pisać…i znów się zakochać, odkryć, że Jego Słowo jest mocą….Zaczęłam posłusznie czytać, co jest wielką łaską! Wróciłam do Słowa….to chyba jeden z najpiękniejszych owoców…
2. Bóg dotykał również moich ran. Rany odrzucenia, poczucia sieroctwa, samotności w „zamkniętej jaskini mojej historii”. Moi rodzice uzależnieni od alkoholu zginęli w sposób traumatyczny. W ciągu dwóch lat straciłam całą rodzinę. I kiedy zostałam sama, ciągle błąkałam się w życiu w poszukiwaniu swojej tożsamości. Przeprowadzałam się kilkanaście razy, zmieniałam pracę w poszukiwaniu godnych warunków utrzymania. Ciągle “miotana chwiejnie falami niepewności”, czy Bóg jest w moim życiu, czy mnie kocha…? Ciągle z poczuciem, że jestem niepotrzebną sierotą. Samotna dziewczynka w wielkim świecie…. W czasie kursu przyjęłam do siebie słowo o uzdrowieniu z sieroctwa, odrzucenia w czasie poczęcia. Film o gruzowisku odczytałam do swojego życia pełnego gruzów – i wtedy usłyszałam, że to Bóg do mnie mówi: “Córeczko skacz! w moje ramiona i Słowo Boże…”. Zaczęłam czytać codzienne rozważania i pisać…i pisać….i pisać to, co mnie poruszało z konferencji i rozważań. I zaczęłam walczyć Słowem Bożym z moimi kłamstwami, że jestem niegodna, nieczysta, brudna, że nie zasługuję na miłość…
Na Fundamencie Bóg dotykał także moich nieprzebaczonych relacji z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili…bałam się nawet, że jest ich tak dużo, że nie zdążę wypowiedzieć słów modlitwy przebaczenia przed zakończeniem kursu…Zostałam również z tym trudnym zadaniem do wykonania o traumatycznych wydarzeniach z życia. Ale przyjęłam słowo, że Bóg uzdrawia osobę z migren (na które bardzo cierpiałam i póki co, narazie naprawdę nie miałam napadu), osobę skrzywdzoną seksualnie. Przyjmuję to Słowo do siebie.
3. Na konferencji o Imieniu Jezus PRZYJĘŁAM MOC IMIENIA JEZUS… miałam taką sytuację, że przyjęliśmy u nas na oddział kardiologii starszego pana w ciężkim stanie, lat ok. 90. Nikt nie dawał mu wielkich szans, bo wiadomo wiek… a ja poczułam, że mam się pomodlić nad nim i pomyślałam “a dlaczego nie pomodlić się nad nim w Imię Jezus, żeby jeszcze wrócił do domu, żeby jeszcze pozałatwiał, co trzeba z bliskimi, (odwiedzał go tylko jeden z dwóch synów…)poznał Boga?” I następnego dnia panu zdecydowanie się poprawiło i wyszedł do domu…to było dla mnie niezwykle, zaczęłam w czasie kursu coraz bardziej otwierać swe serce dla Słowa Boga….Zrozumiałam coś pięknego, że wiara moja, że Słowo Boże naprawdę jest oparciem…
4. W czasie kursu ogarnęły mnie wszystkie lęki całego życia, miałam wrażenie, że wypływało to, czego najbardziej się boję, może po to, żeby Bóg okazał swoją moc i to zabrał? Szatan bardzo to wykorzystywał i straszył jeszcze bardziej okolicznościami. Zaczęłam modlić się Słowem Bożym cały czas tygodnia “Zwycięstwo”… Jednocześnie, kiedy słuchałam tej konferencji działo się w moim życiu, pracy dużo trudnych straszących okoliczności natury prawnej, miałam przed oczami Goliata – bałam się i uświadomiłam sobie, że szatan od dzieciństwa bardzo wykorzystywał moje lęki, by się wdzierać i jeszcze bardziej okradać. Straszył mnie, że wszystko teraz znów źle się skończy, że będę cierpieć i ponosić straszne konsekwencje. Wołałam Słowem Bożym „ja zaś idę w Imię Pana Zastępów” jak Dawid…”nie lękaj się go, gdyż z tobą jest Pan!”
Gdy miałam 27 lat byłam w postulacie u sióstr. Uległam potężnemu wypadkowi kilka dni po tym, jak moje serce wypowiedziało modlitwę oddania Bogu swojego życia. I wtedy tak się wystraszyłam, że to zło pochodzi od Boga, że zapewne spotkają mnie jeszcze gorsze rzeczy, że uciekłam. Tak się Boga wystraszyłam, że odeszłam daleko od Niego w sercu. Przez kłamstwa demona, który wykorzystał lęk, że Bóg krzywdzi jak ojciec ziemski. Błądziłam. Nie znając Boga prawdziwego, chwiejna w swojej wierze, odchodziłam często od fundamentów wiary. W czasie modlitwy o uwolnienie na kursie, widziałam jak idę drogą, a wokół mnie Słowo pokonuje ogromne, czarne potwory, które nie mogły mnie dotknąć, choć ryczały i były straszne. Wiedziałam, że są to moje demony lęku, śmierci, smutku, grzechów.
Kurs Fundament dał mi jeszcze coś pięknego, przywrócił pewność zbawienia, odkupienia, odpuszczenia grzechów. Że za darmo zostałam odkupiona, że nie muszę już nic zrobić, tylko to przyjąć i to przez krzyż Jezusa, który jest źródłem wszelkich łask… Myślałam i tak byłam formowana, że choroby są krzyżem…a tu taka prawda, że Jezus uzdrawia! Że Bóg chce naszego zdrowia i życia. Nie muszę u Boga zasługiwać swoim perfekcjonizmem.
Przez swoje zranienia w dziedzinie seksualnej, błądziłam w życiu nie wiedząc, kim jestem. Byłam zniewolona przez kłamstwa ducha nieczystości w dosłownym słowa znaczeniu ( z duchem oskarżającym mnie nieustannie), gdyż wypowiedziałam kiedyś w jego stronę, w buncie wobec Boga w krzyku życia jedno zdanie. Byłam dręczona wiele lat potem, przeszłam wiele modlitw o uwolnienie. Krzyczałam na tych modlitwach, bardzo się w tamtym czasie jeszczej bałam i złych duchów i samej siebie. Bóg mnie swoją łaską uchronił w życiu, mogłabym stać się prostytutką – z moimi ranami i brakiem miłości do siebie. Ale On mnie chronił całe życie…Rzeczywiście potwierdzam, że można zafiksować się na złym duchu, tak jak Jacek mówił w konferencji i rzeczywiście nie o to chodzi w zwycięstwie, by się na nim koncentrować. U mnie zmiany zaczynały się też od stopniowego uwielbiania Boga. Kurs Fundament przywrócił mi na nowo stanięcie w tym potężnym autorytecie Boga. Przywrócił na nowo godność córki Boga. Zrozumiałam nawet, że dziś już jestem wolna, uwolniona, jeśli w autorytecie Jezusa będę walczyć Słowem Bożym i koncentrować się na Nim. Dlatego w czasie Wylania Ducha Świętego uwielbiałam pieśniami i modlitwą Boga, płakałam ze szczęścia całe uwielbienie. Czułam się bardzo przytulana przez Ducha Świętego. Czułam się jak w niebie z aniołami na pięknej łące pełnej stokrotek. Czułam, jak Jezus wkłada mi wianek z tych stokrotek. Przez cały kurs Duch Święty przypominał mi wiele chwil z mojego życia – dobrych, pięknych i wszystkie traumy, zranienia, bóle…W czasie tego wielbienia przypomniał mi moją pierwszą Komunię Świętą… I tak się czułam, choć było to odnowienie chrztu… W czasie modlitwy końcowej miałam piękny obraz dziecka urodzonego z pępowiną, ale taką nieodciętą, połączoną z Kimś i zobaczyłam, że to jestem ja, połączona z Bogiem, że nic, co się zadziało złego w moim życiu, że moje grzechy, lęki, traumy, nic nie zerwało tej mojej prawdziwej przynależności, że jestem córką Boga Ojca.
W czasie kursu Fundament płakałam słuchając świadectw, konferencji o Miłości, o Jezusie. Płakałam, gdy były modlitwy na zakończenie konferencji, płakałam cały wieczór uwielbienia i wylania Ducha Świętego. Ktoś mnie zapytał, co się stało, że tak źle wyglądam, a ja się czułam jak nowo narodzona. Tak wyglądało moje ponowne narodzenie do życia. To się działo w sercu, choć może kosztowało tyle łez.
Wiele razy czułam, że słowa są wprost do mnie, dla mnie. Wiele słów proroctwa, Słowa Bożego…dziękuję…to za mało powiedziane…cieszę się, że jest dalsza część formacji…
Chciałabym też tak uwielbiać swoim życiem Boga i opowiadać o Nim, być w takiej wspólnocie, myślę, że Bóg spełni te pragnienia, gdyż obiecał w tym Słowie że „zapewni mi przyszłość, jakiej oczekuję….
A”
Świadectwo absolwentki Kursu Fundament (24 lutego 2026)
„Dziękuję Panu Bogu za dar Kursu Fundament – dar nieoceniony. Dziękuję za doświadczenie sercem Miłości Bożej objawionej w Słowie oraz za żywą obecność Pana Boga w proroczych słowach modlitwy Prowadzącego. Pan skierował do mnie słowa pełne ciepła i nadziei, które stały się dla mnie lekarstwem.
Dziękuję Bogu za uwolnienie mnie od lęku o moją rodzinę i synów. Choć był to lęk uzasadniony trudną rzeczywistością, paraliżował mnie fizycznie i duchowo. Mimo nieustannych modlitw, nie potrafiłam odnaleźć pokoju. Pan wskazał mi jednak konkretną drogę: skuteczną modlitwę Słowem Bożym, płynącą wprost do Jego Serca.
Ten czas był dla mnie czasem przemiany myślenia. Zrozumiałam, że będąc osobą religijną, dotąd nie „odpoczywałam” w Bogu. Zamiast Niego, adorowałam swoje problemy i prośby, patrząc na bliskich ludzkim, oceniającym spojrzeniem. Dziś Słowo Boże uczy mnie patrzeć na świat Jego oczami. Pragnę, by moja wiara wzrastała, a Miłość Pana poruszała mnie aż do łez i zapierała dech.
Dziś już wiem: mam prosić z wiarą, trwać w uwielbieniu i odpocząć w Panu.
Bogu niech będą dzięki!
Bogusława”
Świadectwo absolwentki Kursu Fundament (8 grudnia 2025)
„Chciałam się z Wami podzielić jakie owoce otrzymałam podczas trwania kursu.
Już po pierwszej konferencji otrzymałam łaskę uwolnienia z nałogu palenia papierosów, tak po prostu jednego dnia wypowiedziałam słowa „Boże zabierz to ode mnie” a On za chwilę to po prostu zabrał i od tamtej pory nie palę i to tak jakby mnie nigdy ten problem nie dotyczył. Towarzyszyła mi od tej chwili wielka moc i waleczność z nazywania się Córką Króla, bo przecież ona może wszystko!
Od dwóch lat brałam leki psychotropowe i nasenne na nawracające epizody depresyjne. Już zaczynając kurs bardzo chciałam odstawić leki, nawet zaczęłam powoli zmniejszać dawki. Ale ogólnie bardzo się tego bałam. Bałam się że sobie nie poradzę jak odstawię leki, że to wszystko powróci. Ale usłyszałam głos „odstaw leki” i wiecie ja tak po prostu bez żadnego lęku z ogromną wiarą je odstawiłam z dnia na dzień. I już ich nie biorę, nie pojawiły się problemy po odstawieniu, odeszły wszystkie lęki i strachy.
Wiecie nawet jak to teraz piszę to nadal wydaje mi się to nieprawdopodobne.
Dodatkowo zaczęło się uzdrowienie mojego małżeństwa. Od 8 miesięcy chodzimy z mężem na terapię małżeńską, niestety bez rezultatów. nadszedł taki moment, że już zaczęłam wątpić czy to się w ogóle uda uratować i przygotowywać się na rozstanie. Ale potem przyszedł przełom, usłyszałam słowa, że muszę swoje życie małżeńskie zbudować od nowa, na fundamencie którym jest Jezus. Tzn, że nowy fundament dotyczy wszystkich obszarów mojego życia, a nie tak jak wcześniej myślałam, że dotyczy on jakby tylko mojej osoby. Uzdrawiałam też wtedy małżeństwo słowami usłyszanymi na konferencji „uzdrowienie” i wiem że to działa, że nasza ogromna wiara sprawia, że możemy uzdrawiać.
Na ostatnim spotkaniu na żywo w Wołominie, wyciągając ręce w modlitwie, czułam ciepło w dłoniach, takie delikatnie, przyjemne mrowienie.
Bóg jest dobry i wielki! Zabrał cały mój strach lęk, który towarzyszył mi przez wiele wiele lat mojego życia. Zostałam uzdrowiona w wielu obszarach. Otrzymałam ogrom łask!
Brak mi słów żeby opisać całą wdzięczność, którą czuję. Bardzo Wam dziękuje za to co robicie, nigdy nie przestawajcie! ”
Świadectwo absolwentki Kursu Fundament (19 listopada 2025)
„Dziękuje z całego serca za możliwość uczestnictwa w kursie Fundament. Był to bardzo intensywny czas dla mnie, dużo wiedzy przyjęłam i dużo Słowa Bożego rozważyłam. Chce więcej […] Owoce tego czasu są widoczne w moim życiu. […] Czasem dzieje się jeszcze cos dziwnego jak natłok negatywnych myśli, dosłownie w kilka minut, wtedy wracam do Słowa do obietnic. A tam jest wiele słów Jego abyśmy się nie bali. Przecież powiedział Pan ze mam się nie lękać tego co widzę, gdyż Pan jest ze mną, a lek jest droga diabla do mnie. W imię Pana zaczęłam wyrzucać te myśli ze swojego życia kiedy czuje ze cos koło mnie jest. Kiedy jestem zdenerwowana czymś – tez otwieram Słowo Boże, uspokajam się. Owocem cudownym jest moja przemiana. Nie kontrolowałam języka swojego. Od jakiegoś czasu razi mnie, bardzo razi wulgarny język. Telewizja – nie mogę oglądać filmów o tematyce przemocy, wojny, walki itp. No i ukrzyżowałam ten swój język. Kontroluje co wypowiadam, zniknęła chęć przygadania, obgadania czy przeklinania. Tego nie ma już. Stary człowiek umiera bądź już umarł. Podejście do pacjentów zmieniło się w pracy. Pracuje w szpitalu. Jestem „inna ja”, czasami podchodząc do pacjenta mam jakieś myśli Słowa Bożego, które same przychodzą np. Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych,
Mnie uczyniliście. Było dużo takich sytuacji. Zapragnęłam jakiś czas temu, szczególnie po konferencji Uzdrowienie, modlić się za nich, za ich uzdrowienie. Zabrakło trochę odwagi tutaj, ale ta myśl pozostaje we mnie. Odczuwam większy spokój w życiu. Zmieniłam podejście do córki, ma 16 lat, bywa trudno czasami jak to z nastolatkami, jestem cierpliwsza, nie wybuchowa, więcej rozmawiamy, chodzimy razem na msze, córka zaczęła czytać Słowo Boże na mszach. W zamian za to otrzymałam od niej słowa “Mamo miedzy nami się poprawiło, Kocham Cię I jesteś najlepsza mama na świecie. I nie chciałabym innej mamy w zamian, przepraszam ze czasami byłam niemiła do Ciebie”. Pan Jezus uzdrowił naszą relację. Chwała Panu.”
Świadectwo Renaty – absolwentki Kursu Fundament (17 listopada 2025)
„Podczas kursu Bóg przemawiał do mnie coraz wyraźniej przez Słowo Boże. Słowo mnie niesamowicie dotykało. Notowałam każde, które mogłam. Często pracowałam nad konferencją przez długie godziny – robiąc notatki z każdej wypowiedzi, każdego slajdu i notując cytaty.
Kurs zburzył wiele fałszywych przekonań, które miałam. Chciałam dotychczas budować życie na Bogu, ale nie wiedziałam, jak. Kurs wiele zmienił w moim myśleniu – przede wszystkim o chorobie jako o krzyżu, o zasługiwaniu, o protestantach i o tym, że katolicka ścieżka sakramentów nie jest jedyną drogą do Boga. Właściwie to uzupełniamy się z nimi tworząc razem Wspaniały Kościół Boży. (taki obraz – dygresja: Wydaje się, że stoimy po przeciwnych stronach góry, rozdziela nas ogrom, skał, ale tam na szczycie stoi krzyż Jezusa. Im bliżej się wspinamy do Niego, tym bliżej jesteśmy siebie nawzajem… Na końcu się okazuje, że stoimy pod tym samym krzyżem.)
Zaczęłam rozumieć, jak mam iść za Jezusem. Zrozumiałam, że muszę przede wszystkim ukrzyżować swój język i odrzucić lęk. To przynosi owoce. Bóg zaczął mmi pokazywać, jak dotąd do mnie przemawiał – czasami już kiedyś przychodziły mi na myśl jakieś cytaty ze Słowa, obrazy lub wizje, ale też bywały cichutkie myśli od Niego, bardzo łatwe do przeoczenia. Podczas kursu coraz wyraźniej do mnie trafiał, coraz łatwiej było usłyszeć. (Nadal tak samo trudno mi postąpić wedle natchnienia, super łatwo je odrzucić jako nielogiczne lub niepotrzebne, a po czasie widzę, po co to było… No czemu nie mogę zawsze słuchać od razu?) Potrzeba czytania Biblii i uwielbiania stała się wyraźna. Zamiast słuchać zwykłej muzyki, zaczęłam słuchać uwielbiania lub Słowa Bożego w wersji muzycznej np. ‘Isaiah in Blues’. Zaczęłam otwarcie modlić się przy mojej rodzinie i uwielbiać przy nich Pana.”
Świadectwo Barbary – absolwentki Kursu Fundament (17 listopada 2025)
„Pięknie dziękuję za możliwość uczestniczenia w 23 edycji „Kursu Fundament”. Kurs wniósł w moje życie dużo spokoju. Na początku miałam w sobie dużo różnych lęków, które były dla mnie bardzo uciążliwe i wręcz się nimi zadręczałam. Dzięki kursowi niemal wszystkie minęły. Odzyskałam spokój i wiarę. Pięknie dziękuję Jackowi oraz wszystkim osobom ze wspólnoty „Boży Pokój” za tak piękną posługę, która ratuje życie i wiarę tak wielu ludzi. Jestem osobą wierzącą , jednak do tej pory nie rozumiałam Słowa Bożego, które było dla mnie nie zrozumiałe. Dzięki Jackowi zaczynam je rozumieć i czuję niedosyt. Bardzo proszę o możliwość udziału w drugim filarze na co bardzo się cieszę. Jeszcze raz Państwu bardzo dziękuję i życzę wszystkiego dobrego… Z Panem Bogiem. ”
Świadectwo Agnieszki – absolwentki Kursu Fundament (14 listopada 2025)
„Na kursie fundament wiele rzeczy zrozumiałam. Z radością czytam Słowo Boże, które nam wysyłasz. Podczas kursu pozbyłam się ogromnego lęku, który mi towarzyszył każdego dnia. Uniemożliwiał mi spokojne życie. Teraz jestem wolna od tego uczucia. Jak bym dostała nowe życie. ”
Świadectwo Asi – absolwentki Kursu Fundament (10 listopada 2025)
„Dużo się działo Tak, w czasie kursu otrzymałam uzdrowienie ze strachu
pokój jest ze mną i w relacjach to owocuje i w moich decyzjach.
Czuję umocnienie w Duchu Świętym, w temacie ujarzmienia swoich myśli i języka. Otrzymałam też umocnienie w wytrwaniu w wierze i działaniu aktywnym w wierze i w cierpliwości. Wcześniej wątpiłam często w wybór drogi i ulegałam strachowi, to był interwał wiary i strachu.
I chyba pierwszy raz w życiu czuję się tak naprawdę wystarczająca, aby otrzymać miłość. Bez zasługiwania uczynkami. Dzięki Jezu
Zrozumiałam też, jak niesamowita zmiana zachodzi, gdy przyoblekamy się w nowego człowieka, dzięki opieczętowaniu nas Duchem Świętym. Jak ogromna łaska i moc płyną z tego faktu, i co to znaczy, nie podlegać sądowi w związku z tym.
Działo się dużo wzrastania w wierze, w spotkaniach ze Słowem i na spotkaniach z Jackiem, w otoczeniu Słowa.
Wcześniej chorując dostałam od przyjaciółki książki z treściami na temat wiary. W bólu i cierpieniu zaszyłam się w nich, budując umiejętność przyjęcia uzdrowienia. Bo uwierzyłam, że Bóg chce żebym była zdrowa. Ale często wątpiłam, czy nie błądzę, bo jest to tak inne spojrzenie na wiarę, od tego katechetycznego, w którym wszyscy wzrastaliśmy od dziecka.
Poczułam to wyzwanie i usłyszałam słowa „nie możesz z tym zostać sama, potrzebujesz innych ludzi w wierze”. Więc wyszłam ze swoich książek na spotkania Uwielbieniowe i wyzdrowiałam. Potem przyjęłam przewodnictwo Jacka na kursie i obecność innych osób. I nie była to strefa komfortu, ani trochę, ale wiedziałam, że to jest dobre. Jako terapeuta wiem, że aby dziecko przeżyło skok rozwojowy, potrzebuje najpierw opuścić strefę komfortu i poczuć kryzys umiejętności, żeby szukać drogi do rozwoju. Zostałam. Dziękuję Jacku. Dziękuję Wszystkim Wstawiennikom. Dziękuję Jezu, że nie byłam sama i przyprowadziłeś mnie do tych Ludzi. Dziękuję, że prowadzisz mnie drogą do pokoju, miłości i bycia bliżej Ciebie
Na uroczystość Chrztu pędziłam, drepczac w swoich pragnieniach, chęci działania i radości. Wypowiedziałam też, że przyjmę, co masz dla mnie Duchu Święty, i kiedy chcesz i jestem pełna ciekawości i otwartości … Okazało się, że słowa poznania zatrzymały mnie. I nie umiałam ich docenić, bo chciałam działać ( jak to ja) … a tu poczułam się niewystarczająca, by działać. Następny dzień był dniem z dołem i znakami zapytania. Było też poczucie, że coś z tego dobrego będzie i żebym była cierpliwa. Przyszło docenienie miłości, którą poczułam i doświadczyłam w czasie spoczynku w Duchu Świętym, „ we wszystkim, co działo się w moim niemowlęctwie”. Nadal Czuję, że dojrzewam do Mocy Jezusa, w miłości, która mnie otoczyła. Pierwszy raz nie dzięki swojemu dreptaniu i działaniu i pogłębianiu wiedzy tak, jak umiem i lubię… nie dzięki sobie. Tylko dzięki Miłości w pokoju i bliskości, zatrzymaniu w małości i bezbronności, bezradności niemowlęcia…z pełnią ufności. To mój brakujący puzzel.
Asia”
Świadectwo Moniki – absolwentki Kursu Fundament (10 listopada 2025)
„Chciałam podziękować za ten piękny i owocny czas na kursie Fundament.
Chciałam podzielić się, iż po uwielbieniu i modlitwie o wylanie Ducha Świętego Pan uzdrowił mnie z bólu kręgosłupa.
Z bólem serca brałam udział online choć bardzo chciałam być stacjonarnie.
Pan zabrał mi ból, który dźwigałam od 20 lat. Miałam 4 przepukliny a może nawet już 5, które sprawiały, że codzienne funkcjonowanie było bardzo trudne. Zastanawiałam się już nad operacją ale ciągle modliłam się o uzdrowienie. Rehabilitacja i częste zastrzyki przeciwbólowe były codziennością.
Gdy poprosiliście aby uczynić krok wiary i sprawdzić czy nas nadal boli, mnie bolało nadal.
Przez sekundę miałam uczucie zawodu bo bardzo ale to tak bardzo o to uwolnienie prosiłam. Po chwili ocknęłam się i odrzuciłam tę myśl. Wielbiłam Boga nadal i uznałam, że Bóg mnie napewno uzdrowi zwłaszcza, że wyczytano moją prośbę jako pierwszą więc uznałam, że Duch Święty dał mi potwierdzenie, że to jest ten dzień.
Na kurs zapisałam się ponieważ miałam problem z zaufaniem Bogu, z oddaniem mu kierownicy mojego życia. Bardzo kocham Pana i nie wiedzieć dlaczego nie potrafiłam odpuścić i zaufać. Szczerze powiedziałam Panu, że próbowałam już prawie wszystkiego, i że jak nie uczyni dla mnie cudu to ja chyba nigdy nie zaufam tak jak tego pragnę. I uczynił Ponieważ plecy bolały mnie już bardzo, położyłam się do łóżka. Zaczęłam słuchać konferencji i nie doczekałam Chrztu w Duchu Świętym ponieważ zasnęłam.
Rano obudziłam się i stwierdziłam, że prawie zaspałam do pracy. Wyskoczyłam z łóżka i dopiero kiedy nachyliłam się aby umyć włosy zauważyłam, że wyszłam z niego bez ćwiczeń rozluźniających i rozciągających, bez których absolutnie nie próbowałam nawet wstawać.
I tak do dzisiaj ból nie wraca
Chwała Panu.
Monika”
Świadectwo Joli – absolwentki Kursu Fundament (17 czerwca 2024)
„Chciałabym złożyć świadectwo. Uczestniczyłam w Kursie Fundament, który rozpoczął się w lutym 2023. Od prawie dwóch lat staraliśmy się z mężem o drugie dziecko. Na początku roku 2023 rozpoczęłam Kurs Fundament i zaczęłam lepiej poznawać Pana Boga i Jego naturę. Odkryłam, że wolą Pan jest, aby posiadać potomstwo. Postanowiłam zaufać Panu, Jego opiece i prowadzeniu. W związku z tym powiedziałam do Pana: „wierzę Panie, że będę miała dziecko, a kiedy będzie na to najlepsza pora to Ty wiesz, ja uważam, że teraz będzie najlepszy czas, ale zdaję się na Ciebie.” Od tego momentu w ciągu 2 miesięcy zaszłam w ciążę, a obecnie mam przy sobie czteromiesięczną córeczkę (marzyłam po cichu, żeby to była właśnie córeczka).
Chwała Panu!.
Jola”
Świadectwo Pauliny – absolwentki Kursu Fundament (7 kwietnia 2024)
„Na kurs Fundament zapisałam się spontanicznie, kiedy oglądałam świadectwa na kanale YouTube Prowadzi mnie Jezus. Nie byłam świadoma jak bardzo uczestnictwo w nim przemieni mnie. Z każdą kolejną konferencją otwierały mi się oczy na Prawdę. To był trudny i piękny czas rodzącego się w bólu Nowego Człowieka we mnie. Najtrudniejsza była przemiana myślenia, która przychodziła bardzo powoli. Odkłamanie obrazu Boga zajęło cały kurs, a pokusy powracania do starego myślenia były długo obecne. Kiedy przyjęłam prawdę o Krzyżu, Uzdrowieniu i Zbawieniu zrozumiałam, że Duch Święty od zawsze wkładał mi ją w serce. Nagle zapragnęłam z całych sił krzycząc wielbić Boga! Nie dlatego, że tak trzeba czy dlatego, że chcę coś uzyskać, (tak jak to nieraz przed kursem próbowałam robić), ale dlatego, że niczego więcej nie chce moje serce! Najtrudniejsze, ale i przełomowe, chwile przyszły zaraz po kursie i chrzcie w Duchu Świętym. Odszedł pokój, który towarzyszył mi w czasie trwania kursu, do drzwi pukało z całą mocą stare życie ze starymi nawykami i grzechami. Czułam rozczarowanie i gorycz, że nie przeżyłam chrztu w Duchu Świętym tak jak powinnam i że przemiana była chwilowa. Każdy popełniony grzech przepełniał mnie rozpaczą, jakiej dotąd nie czułam. Tym razem jednak uzbrojona w wiedzę z kursu postanowiłam, że nie dam się wbić w potępienie, ale chce żyć w prawdzie, wyznać grzechy i oczyścić sumienie. Podjęłam decyzję, że wierzę Bogu i w Jego obietnice. Wierzę, że jestem Jego umiłowaną córką. I wtedy DOPIERO ZACZĘŁO SIĘ DZIAĆ! Duch Święty z całą mocą zaczął działać w moim życiu. Zaczęłam modlić się językami, jeszcze odważniej wielbić Pana, nie potrafiłam już kłamać i oszukiwać. Zaczęłam dostrzegać, że Ukochany Tata daje mi wszystko, czego potrzebuje. I teraz wiem, że u podstawy tego wszystkiego jest WIARA! Wiara, która jest „pewnością tego, czego się spodziewamy.” Co dzień ogłaszam Twoje Jezu uzdrowienie nade mną i wierzę, że następne świadectwo, które spiszę będzie tego właśnie dotyczyć. Chwała Panu! Edit 6 kwietnia 2024 Modliłeś się za mnie i męża o uzdrowienie z niepłodności w listopadzie. Muszę coś dodać do mojego świadectwa, ponieważ dziś dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Po 8 latach starań, gdy przestałam brać leki, suplementy i zrezygnowałam z diety. To jest cud! Chwała Panu Błogosławię,
Paulina”
Świadectwo Magdy – absolwentki Kursu Fundament (26 marca 2024)
„Wychowałam się w szczęśliwej pełnej rodzinie. Mama, tata, dzieci. Kościół w niedzielę, majowe, droga krzyżowa, paciorek z rodzicami. Mieliśmy dobry przykład wychowania w wierze od rodziców. Kochałam Boga, Kościół i różaniec! Jednak gdy miałam naście lat tata się potknął, zbłądził. Relacje się pogorszyły, a ja wplątana zostałam w sam środek konfliktu małżeńskiego rodziców. Ponadto dom-budynek… Dom, w którym na strychu straszyło, huczało, słychać było trzaski, symfonię chóru, a był pusty, poświęcony i nawet pies nie chciał wejść na górę… Było strasznie! Od konfliktu w domu moje nastawienie zmieniło sie diametralnie, w głowie miałam żeby nigdy nie zaufać żadnemu mężczyźnie, każdy będzie zły, każdy zdradzi, zawiedzie. Wyprowadziliśmy się do innego miejsca. Lata mijały. Moje relacje z Bogiem były lepsze i gorsze. Kochałam religię, śpiewałam w szkolnym zespole kościelnym, ale myślenie było nadal nastawione na tym, by nie ufać mężczyznom. By nigdy nie przepraszać, by być ponad tym. Mój pierwszy związek z cudownej młodzieńczej miłości zakończył się fiaskiem. Mimo, że kochałam, nie umiałam żyć w partnerstwie, szukałam dziury w całym. Przeszukiwałam telefon, podjudzałam do różnych fantazji męża. Przy okazji bardzo zaczęłam chorować, przeszłam kilka operacji otolaryngologicznych, ginekologiczna, nabawiłam się astmy znikąd. Tarczyca zaczęła szwankować, wszystko się sypało. Oczywiście mąż znalazł inną, zostawił mnie z dzieckiem. Wpędziłam się w depresję. Tyłam, jedzenie było moim przyjacielem, pocieszycielem, powiernikiem. Dodam że jestem wykształconą osobą, na co dzień pomagałam innym walczyć o lepsze życie, odzyskiwać dzieci, układać życie, gdy moje się rozsypało. Na studiach skończyłam dwa fakultety. Miałam dwie prace. A w domu – separacja…, rozwód. Kolejny nieformalny związek, zagmatwany, z miłością ze szkolnej ławki zakończył się fiaskiem. Kościół raz był, raz nie. Używałam antykoncepcji, bo sądziłam, że tabletki czy spirala to nic złego…, stworzone dla ludzi przez ludzi, są ok. Przypadkowo poznałam mężczyznę z tradycyjnej rodziny, która mnie nie akceptowała. Nie podobał im się związek z rozwódką, to nie po Bożemu. Ale mimo wszystko trwaliśmy. Chodziliśmy do Kościoła. Zaczęliśmy jeździć na Mszę z Modlitwą o Uzdrowienie. Złożyłam wniosek o unieważnienie małżeństwa, który został rozpatrzony pozytywnie. Kilka lat później wzięliśmy ślub kościelny. Mamy dzieci. Ale mój stan po każdej z ciąż pogarszał się, otyłość urosła do skrajnej, stan psychiczny podupadł. Nie radziłam sobie psychicznie z sobą, domem, dziećmi. Mimo, że chodziliśmy do Kościoła moja wiara była coraz dalej i dalej… Kłótnie z mężem, załamania nerwowe…, myśli o samobójstwie pojawiały się jak na wyciągnięcie ręki, jak „ulga”, żeby mieć święty spokój. Niedaleko nas, ok. 3 godz. drogi, była Msza o Uzdrowienie z Marcinem Zielińskim i warsztaty, wszystko sprzysięgło się żebym tam nie pojechała. Odpuściłam sobie. Kilka dni później całkiem przypadkiem natknęłam się na plakat i informacje w mojej parafii o jakimś tam Kursie Fundament. Wzięłam ulotkę zapytałam co jak. Zapisałam się, ale czym bliżej kursu tym bardziej moje chęci odchodziły i nie miałam ochoty iść. Mąż mnie na niego wygonił! Co to będzie? Warsztaty o Biblii, jakaś Ewangelizacja? Nie wiedziałam co myśleć… Teraz wiem że ten Kurs dał mi nowe życie!!!!!! On był dla mnie, żeby mnie ocalić i wyrwać ze szponów diabla! Podczas kursu każde wypowiedziane zdanie, każdy cytat wypełniał mnie i moje złamane serce, dusze i ciało. Gdy Jacek miał poznanie o dwunastolatce z problemami z ojcem, ogień wypełnił moje ciało od żołądka do gardła. Po modlitwie Jacka i Księdza Pawła zostałam uwolniona z rąk złego, po tylu latach! Czułam się jak mała dziewczynka, która szła do Pierwszej Komunii, zostałam tak przytulona, tak wypełniona miłością! Wróciłam do domu, opowiedziałam wszystko mężowi i powiedziałam, że on mnie nie zna. Że ten mój stan, nerwy, podjudzanie do kłótni, to nie ja i że zostałam uwolniona od złego i dziś zaczęło się moje nowe życie, dziś się urodziłam. Kolejnego dnia były następne piękne warsztaty, cytaty, nauki, filmy! Po spoczynku w Duchu Świętym Jacek powiedział, że Jezus jest przy mnie, kocha mnie i daje mi kwiaty. To było dla mnie najpiękniejsze przeżycie na świecie. Zobaczyłam mój stół w jadalni i ulubione polne kwiaty ze słonecznikami w ulubionym wazonie. A Jacek mówił dalej… Jezus daje Ci kwiaty w Twoim ulubionym wąskim wazonie. To wszystko jest nie do opisania. Nigdy nie czułam większego pokoju w duszy i ciele. Nigdy w życiu nie czułam takiej ulgi i miłości. Pomyślałam że Kobieta w Piśmie św. dotyka szat Jezusa i zostaje uzdrowiona z wielotygodniowego krwawienia, cytuję : „Jeśli dotknę choćby jego szat, wyzdrowieję”. Kiedy dotyka frędzla szaty Jezusa, od razu czuje, że krwotok ustał! „Została uleczona z tej ciężkiej choroby” (Marka 5:27-29). A do mnie ten sam Jezus mówi, że jest, przychodzi, tuli jak ojciec i daje kwiaty… to najpiękniejszy dar- pomyślałam . Całe Warsztaty uświadomiły mi ile blokerów łaski miałam, ile niewybaczonych ran, ile nieprzerobionych emocji, sądów. Zrozumiałam co to fałszywa religijność i co ważne: zagrożenia duchowe ! Poznałam inny wymiar chrześcijaństwa, a wszystko cytat po cytacie z Biblii. Na kursie tym zostałam też uzdrowiona i dziękuję za to Jezusowi codziennie! Miałam guz wielkości pięści na plecach. Po modlitwie wstawienniczej znikł w sekundę! Został tylko tkliwy ból, jak po wyrwaniu zęba. Bóg jest wielki i obdarowuje obficie! Chrzest w Duchu Świętym, oddanie życia Jezusowi ten cały Kurs sprawił, że dopiero zrozumiałam i poczułam, że Bóg jest najważniejszy, pierwszy. Obecnie trwa moja walka z otyłością razem z Jezusem. Zapisałam się do wspólnoty, czytam Pismo Święte, Chwalę Pana i dziękuję za nowe Życie! Chwała Panu!!! Amen!
Magda”
Świadectwo Pawła – absolwenta Kursu Fundament (1 marca 2024)
„Na pierwszej konferencji Jacek miał poznanie że jest chłopak który wychowywał się bez ojca i że ma problemy z nieczystością , tzn. oglądaniem stron które prowokują do nieczystości i dodał jeszcze że brzydzi się ten ktoś tym całym sobą, i ja to odebrałem do siebie, bo miałem z tym problem wtedy, niby tego nie chciałem, a jednak dalej to robiłem. Przyjąłem uzdrowienie i wtedy poczułem jak przeszywają mnie dreszcze od głowy po same stopy i przez chwilę poczułem jakbym stracił świadomość a byłem w domu , oglądając konferencje na domowej sofie. Po chwili doszedłem do siebie i wiedziałem że zostałem uzdrowiony. Od tamtej pory mam z tym spokój, ale zły i tak dalej mnie atakował ze wszystkich stron. Jednak tym razem miałem siłę żeby przeciwstawiać się mu. Po kolejnej konferencji minął strach i lek z mojego życia. Zaczął przychodzić większy pokój serca nich dotychczas. Zbudziła się we mnie większa chęć i pragnienie poznawania Jezusa przez Słowo Boże po które częściej sięgam i rozważam, mam wrażenie że po Chrzcie w Duchu Św. moje rozważanie jest głębsze i obszerniejsze niż do tej pory, też w końcu zacząłem się modlić więcej do Ducha Świętego. Na ostatni dzień kursu czyli Chrztu w Duchu Św. wybrałem się do Wołomina aby to przeżyć na żywo i towarzyszyły mi takie emocje jak przed pierwszą randka z moją żoną, czyli ekscytacja i motylki w brzuchu. Cieszyłem się też bo zabrałem że sobą małżeństwo bliskie mojemu sercu które było w kryzysie. Po kursie wrócili odmienieni , wierzę że Bóg ich wyprowadzi z tego kryzysu w pełni. Podczas modlitwy o złamanie jarzma uciemiężenia, już na miejscu w Wołominie, poszedłem do modlitwy wstawienniczej do ks. Pawła i mówię że duch nieczystości mnie atakuje, a on zapytał czy czuję się odrzucony, a ja odpowiedziałem twierdząco, później wyrzekłem się tego wszystkiego i ks. Paweł kiedy związał tego ducha odrzucenia mocą Jezusa doznałem spoczynku w Duchu Św. jak wstałem to wiedziałem że coś się zmieniło. Pan Bóg napełnił mnie swoją miłością po przyjęciu Go jako Pana i Zbawiciela , gdzie swoje słowa wypowiadałem na kolanach przed krzyżem. Jak wstałem to Jacek i ks. Paweł mnie przytulili i poczułem to przytulenie aż w sercu, wiedziałem że Pan Bóg mnie wtedy przytula a odrzucenie odeszło. Zacząłem modlić się językami, a po powrocie do domu , wiedzę że sięgając po Pismo Święte ono jest dla mnie bardziej zrozumiałe. Więcej do mnie mówi a ja więcej słucham. Moja żona zauważyła we mnie zmianę na lepsze, relacja z córką się poprawiła, sama córka gdzie do kościoła jej nie po drodze postanowiła się zapisać na kolejną edycję Kursu Fundament. Mam pragnienie uwielbiać Boga i moja modlitwa zmieniła się na bardziej uwielbienie niż tylko samo „daj, daj, daj”. Dziękuję Bogu za ten kurs i za ludzi których spotkałem. Chwała Panu.”
Paweł”
Świadectwo Sylwii – absolwentki Kursu Fundament (29 lutego 2024)
„Prowadzony przez Waszą wspólnotę Kurs Fundament, w którego 17. Edycji mogłam uczestniczyć, pomógł mi na nowo spojrzeć na siebie i Boga. Wierzę, że to On mnie tu przyprowadził, wkładając najpierw w moje serce ogromne pragnienie znalezienia wspólnoty online, w której będę mogła zbudować relację z Bogiem, potem przez wysłuchanie Pana świadectwa, w którym się sama, jako odrzucone dziecko, odnalazłam. I tak trafiłam na Fundament. Przez ostatnie lata błądziłam w swoich poszukiwaniach Boga. Ten kurs otworzył mi oczy, odpowiedział na wiele pytań, skierował moją fałszywą pobożność i wiarę na właściwe tory. Ten błogosławiony czas pokazał mi prawdziwe oblicze Boga kochającego, wybaczającego i podnoszącego, który nadaje mi wartość. Zaczęłam odkrywać Jego miłość i własną tożsamość dziecka Bożego. Dotarło do mnie w końcu, że nie jestem sama, że nie muszę niczym zasługiwać na miłość Ojca, że On kocha mnie tu i teraz z całą pogmatwaną historią mojego życia, którą opisuję poniżej. Ze nie mogę już więcej obrażać Go, wątpiąc wciąż w Jego miłość. Wierzę też, że On zadziałał i przyszedł do mnie z duchowym uwolnieniem. Tuż przed zakończeniem kursu przyszło do mnie w konfesjonale słowo o tresurze, po którym zobaczyłam siebie jako małego, zastraszonego szczeniaka, który siedzi w kącie i ze strachu kąsa wszystkich, którzy próbują się do niego zbliżyć. Zaraz potem podczas adoracji przyszedł kolejny obraz, w którym Jezus podchodzi, zdejmuje ze mnie obrożę i nakłada ja groźnemu szatańskiemu psu obok mnie. Wróciłam z kościoła z ogromnym pokojem i radością w sercu oraz przeświadczeniem, że to koniec życia w lęku, że teraz wszystko będzie dobrze. Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! (Ga 5,1) Kolejnym owocem jest fascynacja Bożym Słowem, która się we mnie obudziła. Czytanie Biblii było dla mnie przez długi czas tylko źródłem frustracji, bo zupełnie nie rozumiałam Słowa, biorąc wszystko dosłownie i nie potrafiłam niczego interpretować. Nagle zaczęło Ono do mnie docierać, przemawiać, budować. Już nie wyobrażam sobie dnia bez rozważania Słowa, chcę poznawać prawdziwego Boga i Jego miłość każdego dnia coraz bliżej. Wiem, że właściwy fundament został już postawiony. Jezus wymienił wszystkie felerne i zniszczone cegiełki na nowe. Ale prawdziwe nawrócenie to proces i przede mną jeszcze długa droga, na której potrzebuję wsparcia. Dlatego bardzo chciałabym kontynuować kurs na Filarze Wiary. Moja historia: Dorastałam w ubogiej, toksycznej, zniszczonej przez grzech aborcji rodzinie. Na zewnątrz przed ludźmi rodzice dbali o pozory bardzo religijnej, dobrej rodziny, w czterech ścianach domu odgrywał się koszmar. Rodzice byli w stanie zaspokajać tylko nasze potrzeby biologiczne. Ojciec był „bogiem i sędzią”, a matka „głupią niewolnicą”. Ja i moje rodzeństwo byliśmy tresowani przez kontrolę oraz przemoc psychiczną i fizyczną do bezwzględnego posłuszeństwa. W szkole „wyobcowany kujon i gruby okularnik”, w domu „ułomna, która na nic nie zasługuje i której nikt nigdy nie będzie chciał” – to była moja tożsamość. W dorosłym życiu zdefiniowana fachowymi pojęciami: zespół niezaspokojenia emocjonalnego, syndrom dziecka odrzuconego i zespół stresu pourazowego. Przez dekady pozostałam w głębi serca osamotnioną, małą dziewczynką bez poczucia własnej wartości, której jedynym pragnieniem było być kochaną i akceptowaną, szczególnie przez tatę. Przed ludźmi zakładałam różne maski, byle tylko zawsze spełnić ich oczekiwania, byle mnie lubili. Wierzyłam w te wszystkie fałszywe śluby i prawa w mojej głowie, które przez lata kształtowały mój obraz samej siebie. Nie potrafiłam kochać samej siebie, nie wierzyłam, że mogę kochać kogokolwiek. Czułam się jak kłamca, nawet gdy mówiłam „kocham cię” do własnych dzieci. Mój obraz Boga od dziecka był karykaturą i kalką mojego ziemskiego ojca – okrutny sędzia, który tylko czeka na każde moje potknięcie, by mnie potępić. W głębi duszy zawsze wierzyłam, że Bóg jest, ale że nie zasługuję na Jego miłość. Przecież nie wysłuchał mnie, kiedy jako nastolatka z myślami samobójczymi wołałam tygodniami o pomoc i wtedy ostatecznie pożegnałam się z Nim po długim czasie szukania, codziennej mszy świętej, czytania Biblii i modlitwy różańcowej. Uciekałam przed tym karzącym Bogiem latami i ukrywałam się przed Nim ze wstydem i strachem. Sama skreśliłam siebie już dawno temu, żyjąc w samopotępieniu i beznadziei. Bo z czym ja mogę przed Nim stanąć … Sakramentalne małżeństwo zawarte bez wiary pod naciskiem rodziców, podyktowane desperackim pragnieniem ucieczki z domu i bycia kochaną za wszelką cenę… Rozwód cywilny po pięciu latach toksycznego związku, będącego kopią relacji rodziców… Rozwódka z małym dzieckiem, która zhańbiła rodzinę… I kolejna ucieczka, tym razem za granicę… Drugi związek niesakramentalny, z rozsądku, dla dobra dziecka, podyktowany przede wszystkim względami ekonomicznymi i brakiem strachu przed partnerem, a nie uczuciami… Kolejne lata pustki… Bóg przyszedł jednak, aby mnie z niej wyrwać i zaczęła się długa i trudna droga mojego nawrócenia. Pierwsze trzęsienie ziemi nastąpiło, kiedy mój dwuletni wtedy synek prawie utonął w basenie pod opieką osób postronnych. Wtedy pierwszy raz padłam na kolana w czasie jego reanimacji, wołając do Boga o ratunek. I wtedy po raz pierwszy doświadczyłam Jego interwencji. Synek mimo ogromnego niedotlenienia wyszedł z tego wypadku bez żadnych trwałych uszkodzeń wbrew prognozom lekarzy. Pojawiło się pierwsze pragnienie powrotu do Boga i ochrzczenia synka w podziękowaniu za Jego uratowanie. Bóg postawił na mojej drodze księdza, który ochrzcił synka w domu, bo ja byłam wciąż przekonana, że przecież jako rozwódka jestem wykluczona z Kościoła i nawet nie próbowałam prosić o chrzest w parafii. Drugie trzęsienie ziemi przyszło, kiedy mama niechcący ujawniła ukrywany od zawsze przed nami fakt aborcji po katastrofie w Czarnobylu. To było jak grom z jasnego nieba, jak brakujące puzzle układanki, odpowiedz na moje pytania o przeszłość: dlaczego? Jedyną myślą, jaka wtedy narodziła się i pozostała w mojej głowie było: To nie moja wina, że mnie nie kochali, to nie wina Boga – Bóg mnie kocha. Pojawiła się nagle ogromna tęsknota za Nim, za sakramentami. Czego wynikiem była natychmiastowa decyzja o życiu w czystości (w której trwam od 8 lat), generalna spowiedź i po kilku miesiącach łaska Komunii Świętej. Mój ślub czystości był początkiem wielu trudnych decyzji, dezaprobaty ze strony niewierzącego partnera i otoczenia, ostatecznie zakończenia związku po kolejnych 4 latach. Jednocześnie próbowałam „ponaprawiać” problemy psychiczne przez psychoterapię, która wprawdzie rzuciła trochę światła, pokazała mi przyczyny i skutki, ale nie dała gotowych rozwiązań. Pierwsze lata były ogromną walką duchową. Mój obraz Boga nadal był fałszywy i szatan zwodził mnie przez kilka lat na wszystkie możliwe sposoby. Wtłoczona w samopotępienie, pobożny perfekcjonizm, bycie „świętszą od papieża”, zadręczanie się praktykami religijnymi, faryzeizm – bo ja muszę być teraz doskonała, żeby Bóg mnie kochał. Czego rezultatem stało się szybko religijny „przesyt” i „zgorzknienie”, obwinianie Boga za rozbicie rodziny, za jego obojętność na moje modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie, zwątpienie w Jego miłość, poddawanie w wątpliwość słuszności mojej decyzji. Ta moja źle rozumiana „wiara” nie przynosiła żadnego ukojenia, żadnych widoków na lepsze… I tak źle, i tak niedobrze… Więc, zrezygnowana, znowu odwróciłam się całkiem od Boga. I było jeszcze gorzej. Po kilku miesiącach przyszło opamiętanie, znowu spowiedź w grudniu ubiegłego roku i właśnie w tym momencie mojego życia On przyszedł z 17. edycją kursem Fundament. I tak moja historia zatoczyła koło. Dziś wiem, że On nigdy mnie nie zostawił – zawsze był, trwa przy mnie i nigdy mnie nie puści. Zobaczyłam, że droga samotności jest dla mnie darem i ogromną łaską, a nie przekleństwem. Ze to On i tylko On nadaje mi wartość. On ma dla mnie plan i realizuje go powoli, cierpliwie i delikatnie każdego dnia – naprawia, podnosi, otwiera i prostuje. Ufam, że z Jego pomocą przyjdzie też całkowite przebaczenie i pojednanie z rodzicami oraz nawrócenie bliskich. Bóg sam wystarczy.
Sylwia”
Świadectwo Agaty – absolwentki Kursu Fundament (21 lutego 2024)
„Pragnę podzielić się swoim świadectwem. Po 1 lub 2 konferencji zniknęły u mnie lęki, odstawiłam leki i już normalnie bez nich funkcjonuję. Jestem spokojniejsza od tego momentu, niczego się nie boję, śpię dobrze. Z każdą kolejną konferencją i podczas uwielbienia jestem bardziej cierpliwa i opanowana, radosna, czuję w sercu pokój. Odczuwam w swoim sercu i umyśle obecność Jezusa Chrystusa, ważę słowa, przestałam używać wulgarnych słów, nauczyłam się modlić. Za najdrobniejsze rzeczy dziękuję Bogu i widzę owoce Ducha Świętego, jest we mnie a ja w nim. Po wylaniu Ducha Świętego jest we mnie duża radość, zauważył to mój mąż. Przestałam się bać, lękać. Codziennie czytam Słowo Boże choć nie wszystko rozumiem i nie potrafię odnieść Go do siebie. Czuję się wolna, tzn. uwolniona z problemów, wszystko przyjmuję dużo spokojniej, mam więcej cierpliwości i opanowania, częściej się uśmiecham. Czuję się lekka jak piórko. Chwała Panu Patrzę na innych doszukując się w nich pozytywów, walorów, zalet. Próbuję ich rozumieć, to wszystko nastąpiło po tym jak każdemu kto mnie zranił przebaczyłam. Poprawiła się również moja relacja z tymi ludźmi Chwała Bogu
Zrodziła się we mnie silna potrzeba poznawania Chrystusa i chęć do czytania Pisma świętego. Chcę kontynuować swoją relację Panem Bogiem i uczestniczyć w Filarze Wiary. Dziękuję za Was i Waszą posługę.
Agata„
Świadectwo Pawła – absolwenta Kursu Fundament (17 lutego 2024)
„Uczestniczyłem w Kursie Fundament, który się właśnie zakończył. W pierwszej konferencji „Słowo” miałeś poznanie że jest chłopak który wychowywał się bez ojca. Mój ojciec był obecny w domu tylko fizycznie ale cale życie nie interesował się mną. Tak naprawdę nie było go w moim życiu. Później dodałeś żeby przyjąć uzdrowienie z oglądania stron które prowadzą do nieczystości i że walczy ten ktoś z tym o własnych siłach i brzydzi się tym grzechem całym sobą ale nie może z tym zerwać. Pierwsza konferencja 1:01:57 zaczynasz o tym mówić. Wiedziałem że to chodzi wtedy o mnie , powiedziałem że przyjmuje uzdrowienie i począłem potężne ciarki na swoim ciele od czubka głowy do stóp. Przez chwilę poczułem jakby jakieś zamroczenie moich oczu i ciała. Od tamtej pory jestem wolny. Nawet nie myślę o tym żeby wejść na jakąś stronę i coś oglądać. Przez Kurs Fundament wiele się zmieniło na lepsze, a punktem kulminacyjnym było uwielbienie w Środę podczas Chrztu w Duchu Świętym. Wtedy Duch Święty wlał Bożą Miłość do mojego serca i czuje się kochany. Wiem że choć mój tata ziemski mnie nie chciał to teraz wiem że to nie szkodzi, wiem do kogo należę i tym Kimś jest sam Bóg. Chwała Panu za wielkie dzieła które Pan Bóg czyni, poznałem Go jako Ojca dobrego I miłosiernego, pełnego miłości. Jestem wolny! Jestem wdzięczny Tobie I całej waszej wspólnocie za Wasza posługę w imieniu Jezusa. Mam nadzieję że się jeszcze kiedyś spotkamy w tej ziemskiej wędrówce.
Pozdrawiam
Paweł„
Świadectwo Andrzeja – absolwenta Kursu Fundament (13 sierpnia 2022)

